Terapia psychologiczna
Terapia uzależnień

Miłość która karmi nałóg

To trudny tekst…

Dla matek uzależnionych i o miłości, która karmi nałóg…

Pomyśl, czy gdyby ktoś powiedział Ci, że możesz uratować swoje dziecko i wyrwać mu wszystkie włosy, po jednym – zrobiłabyś to?
Pamiętasz, kiedy był malutki skaleczył się bardzo brzytwą Twojego ojca, pozwoliłaś mu się wykręcić, czy trzymałaś twardo, na siłę, żeby lekarz go zszył?
Dzisiaj też go możesz uratować twardą miłością!

– Przykro mi synu, musisz sobie poradzić sam.

Siedziała i próbowała oglądać coś w telewizji. Próbowała, bo tak naprawdę co chwila brała telefon i dzwoniła do niego. Nie odbierał. Dzwoniła raz za razem aż jej się telefon rozładował.
Musiała podłączyć do prądu i znowu dzwoniła. Wcześniej rozmawiała z jego narzeczoną. Dobra to była dziewczyna, ale nie rozumiała jej.

– Nie dzwoń do niego, nie jedź, to daje mu bezpieczeństwo w piciu. – mówiła.

No tak, ale jak on będzie sam to będzie pił! A jak ona do niego zadzwoni i mu powie, żeby już przestał, to on jej obieca i będzie dobrze…
O pierwszej w nocy zadzwonił telefon. To on!!!!

– Mamo bardzo się źle czuję, chyba skończyły mi się leki na nadciśnienie. – mówił.
– Ach, leki na nadciśnienie, to co innego, jadę! – pomyślała i ta myśl ją uskrzydliła.

Co z tego, że ma prawie 80 lat, Parkinsona i zaburzenia pamięci. Co z tego, że jego narzeczona prosiła ją, by nie jechała. Dzięki niej, matce, on przestanie pić.
Zamówiła taksówkę.
Została z nim na noc.

Powiedział, że już skończył, że nie wie jak to się stało, że zaczął, że tak bardzo jej dziękuje, że była, że już będzie dobrze. Kiedy zadzwoniła jego narzeczona i powiedziała, że on jest przecież po czterdziestce i sam powinien pamiętać o tym, że leki mu się kończą i że znowu mu uwierzyła, a tą wiarą dała mu przyzwolenie na picie- zrobiła się na nią zła.

Ale kiedy wróciła do domu i zadzwoniła do niego, on znów nie odbierał…
Dodzwoniła się dopiero wieczorem. Uspakajał ją, mówił, że to skandal, że jak mógł tak się upić, że już kończy. Zadzwoniła do przyszłej synowej, powiedziała jej to i jeszcze, że już mają plan, że on sobie napisze, że nie może wychodzić, że nie może spotykać się z sąsiadem… A ona znowu swoje…

– Co to znaczy, że macie plan? Plan to można mieć z pięciolatkiem i jego logopedą, żeby zaczął mówić wyraźnie, a nie z dorosłym mężczyzną, który powinien odpowiadać za siebie.

Może i ma rację, ale on już jej powiedział, że skończy. Jej synek. Pojedzie do niego, zupę mu ugotuje, serek kupi, nagada do tej głowy, żeby zdrowie szanował…
Narzeczona syna powiedziała jej, że on będzie pił tydzień, albo dziesięć dni… i że to zdarza się dwutysięczny raz, więc jest przewidywalne.

– Co ty mówisz? Naprawdę? Makabra. On mi powiedział, już skończył. Tylko czemu znów nie odbiera? – zastanawiała się.
– To bardzo trudne, kiedy widzisz, że Twoje dziecko zabija się na raty.
– To bardzo trudne nie wierzyć w jego obietnice.
– To bardzo trudne nie pilnować go i nie przypisywać sobie zdolności magicznych, że go uratujesz.

Ale nie uratujesz! Dopóki on sam nie będzie chciał.

Swoją postawą dajesz mu komfort picia.
Pozwalasz mu wierzyć, że zawsze podłożysz mu materac, żeby miękko upadł.
Wchodzisz w rywalizację z jego żoną / narzeczoną / dziewczyną, a tak naprawdę powinnyście trzymać się razem.
Kiedy dzwonisz do skutku, w końcu go wybudzisz i on Cię zapewni, że kończy, Ty mu uwierzysz, on będzie szczęśliwy, że znowu mu się udało Cię przechytrzyć i wybudzony pójdzie po kolejną butelkę.
Kiedy jedziesz do niego z zupą, on jest zachwycony. Ma przekonanie, że nie jest sam, ma słuchacza, bo na „zejściu” z używki ma potrzebę rozmowy, jest cudownie, bo mama jest spokojna.

Przestań mu wierzyć, bo to go ciągnie w dół.
On Ci dziękuje, a Ty jesteś spokojna. Obydwoje wchodzicie w toksyczną, zabijającą Was iluzję.

Co masz robić?
Pozwól mu żyć samodzielnie.
Pozwól ponosić konsekwencje picia.
Kiedy pije nie dzwoń, nie pozwalaj się oszukiwać, nie jedź z lekami i z zupą, a kiedy zadzwoni i będzie prosił o pomoc, to podaj mu numer do pogotowia ratunkowego i do ośrodka.

Tylko wtedy jest szansa, że on się sam uratuje. Bo może to zrobić tylko sam!